Stacja 16

Stacja 16

JEZUS UKAZUJE SIĘ APOSTOŁOM


A to ja Panie Boże - ja z paluchem brudnym
Którym Ci znowu w ranie będę grzebał długo
A to ja Panie Boże - Baranek obłudny
Co się uśmiechnie tylko
gdy krew pójdzie strugą
I patrząc w Twoje oczy osłupiałe
Zapyta:
- Boli, Boga?... Przepraszam, nie chciałem


Dotknął nas. I pozwolił rany swej dotykać
A potem poszedł. Kto wie czy się zjawi
Jedni wiernie czekają nie chcą drzwi przymykać Drudzy je zatrzasnęli...
Czy Mu rana krwawi?
Czy już zarosła blizną zapomnienia?
Bo kto z nas godny był tego cierpienia

 

Na razie na tych, którzy zapomnieli
I na tych, którzy u drzwi wciąż czuwają
Spłynęła cisza.
Czasem nam się zdaje
Że słychać Jego kroki. Daleko, niepewnie
Że czeka na nas. Chodzi zatroskany
I prosi! - Przyjdźcie. Dotknijcie tej rany
Jeżeli nie wierzycie znów was krwią upewnię.
wiersze - Ernest B.

 

"przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do Nich: "Pokój wam". (J,20-21) "Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku (...)" (J,20,27)
Nie poznajemy Jezusa przez wiarę, lecz dążymy do Niego przez rozum, budując drugą wieżę Babel. Mimo doświadczeń tysiącleci, wciąż wierzymy tylko w to, co dotykalne, fizyczne i dowiedzione naukowo. Mieszają się nasze języki, tych, co wiedzą, lecz nie wierzą, z tymi, co wierzą, choć nie widzieli. Dopiero w chorobie, nieszczęściu i śmierci uwierzymy w Jezusa. Dopiero w chwili zagłady świata, kiedy runie Babel naszego rozumu, uwierzymy i poznamy Chrystusa bez dotykania Jego ran.

Stacja 17

Stacja 17

JEZUS UKAZUJE SIĘ W GALILEI


Gdy dwóch z was zbierze się w imię moje
Ja będę z wami...
Ale Go nie było

 

Choć czekaliśmy z wielkim niepokojem
Żeby się szeptem słowo zaświeciło
Żeby ruch ręki, chleba przełamanie
Ale nie przyszedł na nasze spotkanie

 

Więc trzeba iść do siebie gdzie zwykle siedzimy Gdzie ciemno i bezpiecznie
w tej ciemności znanej?
Bo w niej nie musi być wszystko widziane
I już niczego się nie przestraszymy

 

Więc trzeba iść do siebie?
Znowu patrzeć w ścianę
Gdzie nie ma ani szpary tylko beton lity
Przed świtem
Trzeba już iść do siebie. A więc się żegnamy

 

I każdy nagle poczuł jakby dotknął rany
Drugiego, i jak gdyby Przyjaciel Nieznany
Dotknął rąk naszych, co były spocone
Brudne a teraz nagle oczyszczone

 

Jak ten chleb, co już spleśniał
a został wezwany
Bo stał się chlebem, który mamy dzielić
Jak woda co się nagle zaczęła weselić
I nie cuchnęła więcej rdzą i chlorem
A stała się tak miękka jako deszcz wieczorem
Kiedyś tam. We śnie czy dzieciństwa kraju


Chrystus wydaje dyspozycje Piotrowi, Apostołom i wszystkim Ich następcom przez wieki powierzając im swój Kościół: "Paś owce moje", (J,21,17); "(...) Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie". (J,21,6). Udziela Im ostatniej lekcji, aby zwróceni do Boga karmili ludzkość Chlebem Żywota, "I rzekł do nich: >> Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom...<<" (Łk,24,46)

Stacja 18

Stacja 18

WNIEBOWSTĄPIENIE DO CZĘSTOCHOWY


Do Częstochowy w butach
poszliśmy szlacheckich
Ale te pańskie buty nogi nam otarły
I trzeba było dalej - jakbyś dzieckiem
Był - dyrdać na bosaka...

 

Tłumy na nas parły

 

Więc skakaliśmy chromo po kamieniach
Zanim poznały stopy co to ziemia
I jak sypny piasek podźwiga w kurzawie
Wstaje chorągwią aż do nieba prawie
I jak wiatr każdy jego lot odmienia

 

Do Częstochowy poszliśmy. I dotąd
Jeszcze idziemy aż do bólu głowy
Ściśnięci w tej pielgrzymce naszej narodowej
Bieda do biedy i pot aż do potu
Siła do siły a lęk z przerażeniem

 

I może właśnie to jest uzdrowienie
Że dotknęliśmy siebie. I pod Jej obrazem
Każdy pozostał sobą a byliśmy razem
Zrozumieliśmy ciemności zasłonę
Spod której twarz zraniona ledwo nam jaśnieje

 

I cud nie w tym tylko żeby mieć nadzieję
W Bogu... Lecz Boga do siebie przekonać

 

Jezus kończy swoja, ziemska wędrówkę i wstępując do nieba staje się Apollińskim Chrystusem - Słońcem, Centrum Nieba i Ludzkim Niebem. Jak przed Piłatem, w Pierwszej Stacji, w ostatniej również zamyka oczy, abyśmy zapamiętali Go nie jak Sędziego, lecz Tego, który będzie uwalniał i wpuszczał ludzi do Domu Ojca.
Na Ziemi, na Polskiej Ziemi, zostaje Dom Matki Jasnogórskiej - nasza Brama i Jerozolima Niebieska. "Oto ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostaniecie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka". "A kiedy ich błogosławił, został uniesiony do nieba". (Ł.24,49,51)